Wpisy z tagiem: o politykach

czwartek, 03 sierpnia 2017

Nie rozumiem fali hejtu, którą jedna strona dyskursu politycznego wylewa na drugą. Wszak, jak się nad tym zastanowić, to nie one powinny być przedmiotem krytyki (poza radykalizmami). Ideologię obu stron dyskursu można wykorzystać i w dobry i w zły sposób – można chcieć pomóc drugiemu człowiekowi zarówno dlatego, że to chrześcijańsko moralny obowiązek i dlatego, że komunistycznie wierzymy w lud. Z każdego z tych powodów można też chcieć lać znienawidzonych innych w pysk lub nawet mordować. I to właśnie takie zachowanie powinno być przedmiotem hejtu. Wtedy świat byłby lepszym miejscem niezależnie od wyników dowolnych wyborów.

* * *

Skądinąd, bawi mnie w Polsce dość arbitralnie używanie słów "prawica" i "lewica". Prawicą jest Janusz Korwin-Mikke, konserwatywny obyczajowo liberał gospodarczy, zwolennnik monarchii i przeciwnik biurokracji oraz Prawo i Sprawiedliwość - partia katolickich socjalistów, chcącym odebrać bogaczom, by pieniądze oddać biednemu ludowi miast i wsi. Prawicą nie określa się jednak już Platformy Obywatelskiej, tak samo jak PiS partii chadeckiej, podobnie pokornie klękającej przed księżmi (jedynie innymi) i o tak podobnych poglądach, że tuzin lat temu partie te myślały poważnie o koalicji, a przejścia polityków z jednej partii do drugiej nie były niczym dziwnym.

Lewicą zaś jest i partia Razem młodych socjaldemokratów, żądających równych praw obywatelskich dla wszystkich, w tym mniejszości seksualnych, i zwiększenia opodatkowania dla najbogatszych, jak i SLD post-PRL-owskiego betonu, konserwatywnego w poglądach jak PiS, za swej władzy sprzyjającego przedsiębiorcom i chcącego tylko znów tej władzy, bez silenia się na jakąś społeczną rewolucję.

Dlatego mierzi mnie czytanie o tym, że "Razem i SLD powinny iść razem do wyborów, bo lewica musi się zjednoczyć". To się nie uda, bo poza tą nomenklaturą tych partii nic nie łączy. Prawicowe Prawo i Sprawiedliwość oraz nie-prawicową Platformę Obywatelską łączy zaś wiele i cieszę się, że tym partiom się nie udało w 2005 roku dogadać, by mielibyśmy tu dziś kraj na wskroś katolicki.

15:24, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 lipca 2017

Tak się składa, że sporą część ostatniego roku spędziłem poza granicami kraju i przez to przestałem być na bieżąco ze światem polskiej polityki. Chciałbym to zmienić nim nadejdzie pora letnich spotkań ze znajomymi przy piwie (których to spotkań dyskusja o polityce zdaje się być częstym elementem gdzieś tak od trzeciego piwa) i nieznajomymi na ulicy, a że polskim (oraz polskojęzycznym) gazetom i telewizjom od lat nie wierzę, chciałbym zadać tu kilka pytań i paru rzeczy dowiedzieć. A więc:

1/ Czy już jest lepiej? Czy sławna "dobra zmiana" została już wdrożona w życie? Czy Polska już wstała z kolan, czy wciąż jeszcze tkwi w tej pozycji niczym przed laty Monica Lewinsky? Czy udało się wyjaśnić wszystkie afery i "afery" poprzednich rządów, a winni trafili za kraty, czy też niemal dwa lata rządów to zbyt mało, by cokolwiek w tych sprawach dało się uczynić?

2/ Czy oficjalnie mamy już dyktaturę? Czy zamknięto już dzielnych dziennikarzy broniących demokracji i praw obywatelskich? Rozumiem, że Lisa zamkną dopiero, jak przejedzie po pijaku zakonnicę na pasach, ale może jacyś inni siedzą już w Berezie, a ja za granicą o niczym nie słyszałem? Jeżeli tak jest, to kiedy z dziada pradziada buntowniczy Polacy planują ogólnokrajową rewolucję, by obalić dyktatora?

3/ Czy faszystowskie bojówki regularnie patrolują już ulice miast i zważywszy na mą fryzurę i niezbyt polsko brzmiące nazwisko nie powinienem po zmierzchu pokazywać się na ulicach? Parę miesięcy temu w środku nocy pewien gość na przystanku się mnie uprzejmie spytał, czy przypadkiem nie chcę wpierdol; wtedy odmówiłem, ale nie wiem czy jeszcze pytają, czy już biją bez pytania...

4/ Co z tym całym Trybunałem Konstytucyjnym? Całą jesień i zimę, gdy tylko przekraczałem granicę Polski, temat ten pojawiał się zawsze w pierwszych usłyszanych wiadomościach radiowych. Od wiosny - nie usłyszałem ni słowa. Jak udało się ten problem rozwiązać?

5/ Jak wiadomo ruch to zdrowie, co tyczy zwłaszcza ludzi starszych. Tych wpierw do regularnej aktywności fizycznej aktywizował Jarosław Kaczyński, potem zaś Mateusz Kijowski. A kto teraz przejął pałeczkę i z entuzjazmem przewodzi maszerującym tłumom dziarskich emerytów? (Trochę obawiam się, że w odpowiedzi usłyszę, że Leszek Miller, wieczna nadzieja polskiej lewicy.)

6/ Czy PSL jeszcze istnieje?

7/ Czy Kukiz poza tym, że wyrzucił Liroy'a, coś ostatnio zrobił?

8/ Ile lat jeszcze rządy będą przeszkadzać w rozwikłaniu tajemnicy zamachu smoleńskiego? I jak w tym tygodniu brzmi oficjalna wersja tej katastrofy?

To nie jest tak, że ja tu coś suponuję, bo niczym Bednarski, nie wiem, co to znaczy. Ja się tylko pytam.

* * *

Ostatni czas nie był łaskawy dla feministek: wpierw wybory przegrała Hilary Clinton, a potem Marie Le Pen. Na szczęście Polską wciąż rządzi Beata Szydło.

Pollitically correct democrats in the U.S. follow the idea, that skin color doesn't matter. Unless it's orange.

Orange is the new black.

Strasznie rozbawiła mnie okładka jubileuszowego wydania na 60-cie "Polityki". Dużymi literami było na niej napisane "Od PRL do PRL-bis". Tak się składa, że pamiętam "Politykę" jeszcze z czasów PRL-u (w postaci wielkiej płachty papieru; oglądałem tam tylko rysunki Szymona Kobylińskiego - ale pamiętam) i mam świadomość, że jej red.nacz.-em był Mieczysław Rakowski, który potem w schyłkowym PRL-u został Prezesem Rady Ministrów. "Polityka" też traktuje owe czasy raczej pozytywnie (trudno inaczej, zważywszy na jej historię), określenie więc PiSu "PRL-em bis" też więc powinno być określeniem pozytywnym - albo nagle, na użytek bon motu postanowili zanegować spory kawałek własnej historii.

Sto lat temu Polska podzielona była na trzy części. Teraz jest podzielona na dwie. Jest progres? Jest!

Kiedyś było sobie powiedzenie o jajku mądrzejszym od kury. Teraz na naszych oczach uknuwa się nowe, o drzewach mniej ważnych od Szyszki.

* * *

Nie będę kłamał, że znam się na polityce krajowej i światowej jakoś dogłębnie i że wszystko o bieżącym świecie wiem. Gdy więc oglądając program Johna Olivera o Dalaj Lamie przypomniałem sobie o nim i uświadomiłem sobie ponownie, że w chwili śmierci obecnego 81-letniego Dalej Lamy dojdzie najprawdopodobniej do schizmy, gdy ogół Tybetańczyków nie uzna nowego, niezaprzeczalnie prochińskiego Dalej Lamę głosem uwięzionego w wieku 6 lata Panczej Lamy - lub dziecka mianowanego na to stanowisko. Oznacza to, że na globalnej szachownicy jedno z pól stanie się nagle zaognione. O skali tego problemu niech świadczy - przytoczony przez Olivera - fakt, że w ciągu ostatnich ośmiu lat przeszło 140 Tybetańczyków poddało się samospaleniu w imię antychińskiego protestu. 

Gdy więc to sobie (ponownie) uświadomiłem - roześmiałem się. Straciłem nadzieję na sensowny rozwój w myśl dotychczasowych zasad, więc teraz po prostu cieszy mnie, że z czysto teoretycznego punktu widzenia sprawa nadchodzącej wojny stała się ciekawsza. Wygląda na to, że realizuję propozycję George'a Carlina, by wziąć popcorn i przyglądać się z dystansem tej katastrofie.

09:28, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 września 2016

Wstrzymywałem się z kolejnym odcinkiem cyklu, bo w odróżnieniu od obecnej opozycji, chciałem dać rządzącym nieco czasu (wpierw myślałem o pół roku), by ocenić ich działania dopiero po tym, jak mieli czas je podjąć. I nawet teraz zdaję sobie sprawę, że ze względu na durny termin zeszłorocznych wyborów w bieżącym roku rząd PiS realizować musi budżet zaprojektowany przez ich poprzedników, trudno więc za wszystko obarczać ich wyłączną winą.

Nie jest tak, że nie miałem ochoty czegoś "na bieżąco" napisać w tym czasie. Gdy minister Gowin strzelił wypowiedzią na Twitterze "Naukowcy dowiedli,że u mężczyzny im wyższe libido, tym bardz. małomówny. I co na to te wszystkie mądrale, które dopytują, dlaczego milczę?:)", miałem szczerą ochotę natychmiast odpisać, że tylko starzejący się impotenci publicznie chwalą się swym libido - ale potem sobie przypomniałem, że zdaniem Gazety Wyborczej, TVN-u i Mateusza Kijowskiego żyjemy w dyktaturze i zląkłem się konsekwencji mej riposty.

Wyraziłem się niemal dwa lata temu pochlebnie o decyzji o wyrzuceniu z PiS-u "madryckiego tria", czyli Adama Hofmana, Mariusza Antoniego Kamińskiego i Adama Rogackiego, dodając "A sprawne przykładne wyrzucenie ich z partii pochwalę dopiero za czas jakiś, jak się okaże czy przypadkiem po miesiącu czy kwartale nie wrócą oni do matecznika tylnymi drzwiami, okres przejściowy przeczekując w zaprzyjaźnionej z partią firmie, kasując tam gaże równe poselskim". Po niemal dwóch latach Adam Hofman ponoć nadal ma spory wpływ na politykę PiS-u. Mariusz A. Kamiński jesienią został nominowany na prezesa Polskiego Holding Obronnego, choć skutkiem burzy w mediach natychmiast został odwołany z funkcji. Trzeci lotnik, Adam Rogacki, trafił do zarządu PKN Orlen Paliwa. I cóż mogę rzec po owym "jakimś czasie"? Jedynie tyle - do Dudy z taką "dobrą zmianą".

O obsadzie stanowisk ministerialnych (włącznie z pierwszą ministrą) nie ma co się rozpisywać. Jak wspomniałem, faktyczny szef rządu Jarosław Kaczyński stara się naśladować wczesny PRL, jedynie z nim u władzy, a wtedy zasada "mierny, ale wierny" też była w powszechnym użyciu. Jedynie pewne uznanie należy się za przewrotny pomysł uczynienia ministra kultury z chama, jakim w swych wypowiedziach okazuje się Piotr Gliński, ale ktoś już zauważył, że po latach promowania go na każde możliwe stanowisko coś mu dać należało, a rozwój kultury w Polsce każdy rząd ma głęboko w rzyci.

Dziwi mnie obruszenie opozycji na będący następstwem ataków na Polaków w Wlk. Brytanii wyjazd na Wyspy Brytyjskie ministrów Waszczykowskiego i Błaszczaka. Wydawałoby się, że KOD-ziarze będą nim zachwycenie i trzymać będą kciuki za to, by i im brytyjscy "patrioci" obili mordy.

Przyznać muszę, że mam dobre zdanie o Programie 500+ (być może dlatego, że sam jestem jego beneficjentem). Uważam, że osobom o zarobkach wręcz głodowych, których w swej bańce nie spotykam, ale o których wiem, że istnieją, pomaga ona znacząco w życiu. Nawet jeżeli występuje pewien odsetek patologii, to w większości przypadków pieniądze te zużywane są na wydatki związane z dziećmi, bez- lub pośrednio (i uważam, że tablet i używane auto też się w tej kategorii mieszczą). 

Mierzi mnie i drażni opisywanie tego programu przez media opozycyjne. Wiadomo, że program musi być w nich opisany negatywnie, bo jest pomysłem PiS-u (obiektywizm mediów jest ciekawym pomysłem, ale w naszym ustroju się nie przyjął, podobnie jak idea konstruktywnej dyskusji z oponentem politycznym czy partie nie-wodzowskie). Pojawił się wysyp artykułów, po których zdumiałem się gospodarnością ubogich Polaków (nie wiem, czy zwać ich z łaciny plebsem, czy ze staropolska proletariuszami): te 500 złotych miesięcznie na dziecko starcza im, by się upijać do nieprzytomności, kupować używany samochód oraz tablet dla każdego dziecka i jeszcze wyjechać na wakacje nad morze. Mnie to ledwie na opłatę za przedszkole Rozczochranego starczało.

Partie opozycyjne, oceniające program 500+ równie racjonalnie co media, by "uderzyć w PiS" na zmianę krzyczały o tym, że program zrujnuje budżet Polski i mówiły, że same by wprowadziły program 600+ i to od pierwszego dziecka. Zaiste podziwu godna konsekwencja.

Z drugiej strony strasznie wkurzyło mnie zablokowanie obrotem ziemi rolnej na początku maja (może dlatego, że dotknęło pośrednio i mnie). To jest niemalże przywrócenie pańszczyzny - rolnik zostaje przywiązany do swej gminy i w myśl przepisów nie może sprzedać gospodarstwa, by kupić podobne kilkadziesiąt lub kilkaset kilometrów dalej (bo nie będzie w niej przez 5 lat zameldowany).

O trzecim z popularnych pomysłów rządzących, czyli zakazie pracy w niedzielę (krytykowanym nawet przez mego ulubionego prawicowego oszołoma), zdanie mam ambiwalentne. Uważam, że w naszych społeczeństwie niedziela zamiast stać się dniem "świętym", w którym odrywałoby się od codzienności i miało czas zastanowić nad swym życiem, stała się taką "drugą sobotą", wypełnioną obowiązkami, których nie zdążyło się zrobić przez pozostałe sześć dni tygodnia - takimi jak właśnie zakupy, ale też remonty, czy zdalna praca w domu. Uważam, że dobrze by zdrowiu psychicznemu Polaków zrobiło, gdyby niedziela ponownie stała się owym dniem sacrum, ale obawiam się, że społeczeństwo polskie jest na takim etapie swego rozwoju, że się ten pomysł nie przyjmie. A pomysł karania (więzieniem!) za pracę wydaje mi się nad wyraz głupi.

Mam wrażenie, że jak na przedstawicieli partii tak głośno deklarującej swe przywiązanie do wartości chrześcijańskich, PiSiory nad wyraz szybko po wygranych wyborach zapomnieli, że pycha to jeden z siedmiu grzechów głównych. Zapomnieli też, że drugie główny przykazanie chrystusowe brzmi: "Miłuj bliźniego swego jak siebie samego" (Mt 12,31) i nie ma tam dopisku: "chyba, że jest gejem, lewakiem, imigrantem lub z PO - wtedy możesz mu jebnąć z całej siły". Przynajmniej w moim egzemplarzu Nowego Testamentu takiego dopisku nie ma, ale może korzystam z nieaktualnej wersji, nie wydanej w Toruniu.

* * *

Z innych wieści: Grzegorz Schetyna objął przywództwo w Platformie Obywatelskiej. Objąć przywództwo partii w chwili, gdy po ośmiu latach rządów przegrała wybory, a jej notowania drastycznie spadają w badaniach opinii publicznej to równie wielki sukces jak objęcie przywództwa Trzeciej Rzeszy po samobójstwie Hitlera. Schetyna zaczął swe rządy od obwieszenia kraju billboardami ze swą nieco creepy twarzą i czystek wewnątrzpartyjnych, po czym stwierdził, że jego partia ma być takim PiS-em, tylko bez Kaczyńskiego (bo tak traktuje określenie się jako partii konserwatywno-chrześcijańskiej). Gratuluję odwagi działania, ale zaczynam się zastanawiać, czy do kolejnego Sejmu PO się dostanie. I czy nie mają racji tropiciele spisków, którzy twierdzą, że .Nowoczesna powstała po to, by przejąć kadry ze zszarganej PO, która istnieje tylko formalnie, by mieć czas na transfer ludzi i pieniędzy.

Fantastyczne jest też Schetyny reakcja na ostatnią "aferę reprywatyzacyjną". "Nie odwołamy Hanny Gronkiewicz-Waltz, bo wtedy stolicę przejmie PiS". Zagrywki partyjne zdominowały jakiekolwiek myślenie o obywatelach. Jestem przekonany, że tymi słowami stracił w kilku nadchodzących wyborach tysiące głosów z Warszawy.

Sama ta afera sprawia, że coraz bardziej mam chęci, by PiS wszystkich winnych podobnych przekrętów polityków poprzednich rządzących opcji oskarżył, skazał i wsadził do więzienia na długie lata. Tak samo, jak mam chęci, by kolejny rząd dokonał takiej samej czystki wśród obecnych rządzących po ich czteroletnim okresie rządzenia i uprawiania prywaty, a potem następny uczynił to z nimi. Gdyby trzy-, czterokrotnie taki cykl aresztowań za udowodnione przekręty po zmianie władzy się powtórzył, poziom korupcji w Polsce spadłby drastycznie. Do tej pory wszyscy politycy czuli się bowiem bezpiecznie, wiedząc, że władzę mogą stracić, ale osiągniętych nielegalnie zysków już nie. Dlatego, co zauważył w jednym ze swych felietonów Janusz Korwin-Mikke, takie wzburzenie w Polsce wywołało parę lat temu aresztowanie Julii Tymoszenko za defraudację.

* * *

Jedna z głównych różnic między rokiem 2016 a rokiem 2015 jest taka, że na początku roku 2015 ludzi ciekawiło, kto to jest ten Duda, to teraz ciekawi ich, czy Komorowski jeszcze żyje.

* * *

Coś bym napisał o PSL, ale nie wiem co. Od wyborów nic bowiem o nich nie słyszałem. Dla nich wejście do opozycji okazało się doprawdy zejściem pod ziemię.

* * *

Najbardziej widoczną ofiarą "dobrej zmiany" okazało się polskie poczucie humoru. Zwolennicy PiS-u już dawno je utracili, jako humor uważając złośliwe docinki względów poprzednich rządów, a teraz utracili te też przeciwnicy PiS-u, zamiast zabawnie żartować dopierdalając rządzącym z grubej rury raz za razem. To temat na osobną notkę, ale aż zaczynam mieć marzenie, żeby tutejszy dyktator wprowadził ponownie cenzurę. W PRL-u czyniło to cuda dla kabaretów! Na skutek cenzury nawet Jan Pietrzak był wtedy zabawny.

* * *

Poza tym. że jest na odwrót, to wiele się po wyborach nie zmieniło: wciąż w Pałacu Prezydenckim siedzi umiarkowane samodzielny w decyzjach "strażnik żyrandola", wciąż opozycja walczy z każdym pomysłem rządzących, a rządzący z każdym pomysłem opozycji (tyle, że teraz rząd może głosować co chce bez oglądania się na opozycję), wciąż w polityce zamiast dyskusji mamy kłótnie i argumenty ad personam. Wciąż gazety prorządowe z zachwytem opisują wszystkie rządowe projekty, dostrzegając w nich tylko plusy, a media opozycyjne nie zostawiają na żadnym z rządowych projektów suchej nitki, nie widząc w żadnym z nich ani jednego pozytywu. Wciąż idą miliony złotych z budżetu na kościół katolicki. I Korwin-Mikkego wciąż nie ma w Sejmie.

* * *

Zakończę tę notkę jednak optymistycznie: możemy narzekać i sarkać na obecny stan rzeczy, na durnych i obłudnych polityków, na kreatywne podejście do prawa przez rządzących i krytykanctwo opozycji, rosnące różnice klasowe w społeczeństwie znacznie biedniejszym niż zachodni sąsiedzi - ale za dwadzieścia lat będziemy to wszystko wspominać z nostalgią, wspominając jak dobrze było przed wojną. No, przynajmniej ci z nas, którzy przeżyją, będą tak dzisiejsze czasy wspominać.

(Dodam też, że wbrew obawom przeciwników PiS-u, wojny tej nie spowoduje ani Kaczyński, ani też minister obrony Macierewicz. Wojnę tę spowodują nieubłagane procesy geopolityczne, a w bliższej nam perspektywie - zbrojąca się od paru lat na potęgę Rosja. Jedyne złego, co w tej kwestii może zrobić Macierewicz, to sprawić, by skutkiem jego niemądrych zagrywek politycznych został post factum uznany za winnego wybuchu konfliktu. Nie będzie to nijak zgodne z prawdą (naprawdę, Polska nie znaczy na arenie międzynarodowej tyle, by się zbytnio nią ktoś poza sąsiadami przejmować), ale w momencie, gdy taką narrację szeroko propagować będzie połowa Polaków przedkładająca nienawiść do swych oponentów politycznych nad dobro kraju, inne kraje ją podchwycą, bo będzie im na rękę uznać Polskę za winną tej katastrofy.)

16:33, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 stycznia 2016

"Trzy typy ludzi idą do polityki:

- żądni władzy maniacy, którzy chcą odreagować fakt, że byli bici w szkole;

- frustraci chcący odreagować nieudane życie seksualne;

- naiwni szaleńcy, którzy sądzą, że coś się da zmienić w systemie bez rewolucji." [31.3.5]

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Ostatnimi dniami, gdy czytam linkowane przez znajomych wiadomości ze świata polityki, to muszę potem dokładnie sprawdzać, czy to nius z Aszdziennika, czy z "poważnych" portali informacyjnych, bo po treści trudno je odróżnić. Komitet Obrony Demokracji protestujący przeciwko demokratycznie wybranym władzom dwa miesiące po wyborach. Antykomunistyczna partia rządząca powołująca na stanowiska państwowe PRL-owskiego prokuratora i współpracownika SB. Obrażenie się "ojca dyrektora" Rydzyka na najbardziej prokościelne od czasów ZChN władzę za bycie nie dość prokościelnymi. Warto było czekać na te piękne czasy i na własne oczy te cuda zobaczyć...

I tyczy to obu stron politycznej barykady. Bo nowy powołany przez antykomunistyczną partię przewodniczący sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka mówiący o tym, że był prokuratorem w PRL-u "bo ktoś musiał być" i on też jest za całkowitą dekomunizacją jest równie żałośnie zabawny co Tomasz Lis żalący się na prześladowania polityczne, Korwin-Mikke tłumaczący, że już w następnych wyborach na pewno przejmie władzą czy Zbigniew Stonoga lżący wyborców.

Bawi mnie, ale i momentami drażni emfaza, z jaką do tej pory prorządowe media pomstują na demokratycznie wybraną nową władzę. Też nie jestem jej zwolennikiem, ale muszę się zgodzić z moim ulubionym prawicowym oszołomem Rafałem A. Ziemkiewiczem, że nadmierne krzyczenie o końcu demokracji odnosi skutek od zamierzonego i sprawia, że nawet wtedy, jeśli faktycznie jest ona zagrożona wszyscy te ostrzeżenie ignorują. Co nie dziwi, jak ktoś zna anglosaską przypowieść "The Boy Who Cried the Wolf".

Wchodzę bowiem na popularny portal informacyjny Gazeta.pl i czytam streszczenie artykułów i felietonów: "Kaczyński chce dyktatury", "Koniec demokracji w Polsce", "Kaczyński to dyktator", "Kaczyński chce dyktatury. To koniec demokracji w Polsce!", "Kaczyński to dyktator", "Kaczyński to dyktator i chce dyktatury". Jeden obok drugiego, jeden pod drugim - i tak od miesiąca.

A gdy czytam elektryzujący w zamierzeniu nagłówek "Cimoszewicz mocno o rządach PiS w programie "Tomasz Lis na żywo" [4 CYTATY]", to jego banalność jest dla mnie równie oczywista, jak byłaby cztery lata temu w TV Republika i na "prawicowych" portalach z nim związanych zapowiedź "Jarosław Kaczyński mocno o rządach PO [4 CYTATY]". Bo przecież wiadomo, że w polskim sporze politycznym wszyscy będą przestawiać swe od dawna zabetonowane poglądy, niezależnie od tego, co faktycznie się dzieje.

I jedyne, co mnie w tym nagłówku zaszokowało, to zaznaczenie, że działo się to w programie Tomasza Lisa. Ledwie parę godzin wcześniej ten sam portal informacyjny szokował bowiem nagłówkiem, że Tomasz Lis w niemieckiej telewizji skarży się na prześladowania polityczne dziennikarzy. Myślałem więc, że mówi to na przymusowej emigracji, na którą wysłał go dyktator Kaczyński. A tu nie, mówił to chwilę przed swym własnym programem w TV, do którego zaprosił byłego premiera rządu postkomunistycznego. I za który zgarnął 20 tysięcy złotych, z czego połowę jako dziennikarz mógł uznać za "koszty uzyskania przychodu" i nie płacić od niej podatku.

Ciekawe też było straszenie czytelników, że po wygranej PiS-u źle o nas piszą w amerykańskiej prasie. W amerykańskiej. Czyli kraju, w którym realne szanse na prezydenturę ma Donald Trump, człowiek który nie chce wpuszczać tam żadnych muzułmanów i wyprosić wszystkich imigrantów i kraju, który ze względu na bezwzględną prywatyzację służby zdrowia i łatwą dostępność broni za wzór stawiają sobie Janusz Korwin-Mikke czy Wojciech Cejrowski. Jakoś nie przekonuje mnie więc ten argument.

Kwestię oceny moralnej zawieruchy związanej z Trybunałem Konstytucyjnym pozwolę sobie zawrzeć z czterech pytaniach: 1. Czy Platforma Obywatelska miała prawo mianować pięciu nowych sędziów za swej kadencji Sejmu? 2. Czy Platforma Obywatelska mianowała pięciu nowych sędziów za swej kadencji Sejmu? 3. Czy Prawo i Sprawiedliwość miało prawo mianować pięciu nowych sędziów za swej kadencji Sejmu? 4. Czy Prawo i Sprawiedliwość mianowało pięciu nowych sędziów za swej kadencji Sejmu? To są pytania o fakty, na które da się uzyskać jednoznacznie brzmiące odpowiedzi (kolejno: Nie, Tak, Nie, Tak), z których pararelności wynika, że wszelkie różnice między tymi sytuacjami wynikają jedynie z subiektywnych odczuć je postrzegającego.

Zabawny był ten pan (albo pani, rzuciłem tylko okiem na cytat w artykule), który mówił, że konstytucji nie należy zmieniać, bo "oddały za nią życie pokolenia Polaków". Gwoli przypomnienia: obecna konstytucja została uchwalona 2 kwietnia 1997 roku, ledwie 18 lat temu. Z tych pokoleń w tym czasie przewinęło się tylko jedno i nie oddało życie, a wyemigrowało. I nie zwalałbym tego wyłącznie na konstytucję, politycy wszystkich opcji od tamtej pory rządzący mieli znacznie większy na to wpływ.

Jako feminista powinienem się cieszyć, że po kobiecie premierze nastała kolejna kobieta premier. Jako inteligentny feminista jednak wcale mnie nie cieszy, że jedynie wymieniono "paprotki" i po jednej asystentce przewodniczącego bez charakteru nastała kolejna asystentka prezesa bez charakteru. Obie te panie zrobiły i zrobią wiele, by pokazać kobietom ich podrzędne miejsce względem rządzącego mężczyzny. Aż zatęskniłem za Hanną Suchocką.

Strasznie ubawił mnie Roman Giertych, który w wywiadzie mówił, że Polsce powinna mieć prezydenta z charakterem. Ale nie na tyle, by dokładnie sprawdzić, jak bardzo Giertychowi nie podobał się jedyny polski prezydent z charakterem po '89 roku, czyli Lech Wałęsa. Jestem przekonany, że było to przejęzyczenie i chciał on w tym wywiadzie powiedzieć: "Polsce potrzeba prezydenta bez charakteru, ale sterowanego przez naszą stronę podziału politycznego".

Fascynująca jest też unikająca postawa Platformy Obywatelskiej. Przez 8 lat straszyła, że jak nie wygrają kolejnych wyborów, to przyjdzie PiS i nas zje - i mając pełnię władzy (premiera, prezydenta i większość Trybunału Konstytucyjnego) nie zrobiła nic, by utrudnić lub uniemożliwić kolejnym rządzącym obsadzanie stanowisk z klucza partyjnego, licząc pewnie na to, że te stanowiska znów obsadzi ona. Nie zrobiła też nic, by utrudnić samodzielne rządy partii, która zdobywa mniej niż 40% głosów wyborców - bo liczyła, że po raz trzeci z rzędu będzie to ona. A teraz, gdy PiS faktycznie doszedł do władzy, obraża się na taki stan rzeczy i wychodzi z sali obrad.

Głowę też ostatnio podniósł Leszek Miller. To, że PiS zabrał PO władzę go nie skłoniło do wypowiedzi, bo to od lat (dziesięciu) nie jego sprawa. Ale gdy zagarnął też tradycyjne marsze na 13 grudnia (miast pikiet pod domami byłych luminarzy PRL-u planowana jest w tym roku pikieta pod domem Jarosława Kaczyńskiego), nie mógł już dalej utrzymywać milczenia. Nie dziwię się, to był jedyny dzień w roku, gdy kogoś jeszcze zasuszeni aparatczycy obchodzą, teraz już zupełnie Polacy o nich zapomną.

A co do ocen marionetkowego rządu Jarosława Kaczyńskiego

(żartuję sobie czasem, że Belgia ma Mannekena Pis i my od wyborów parlamentarnych też mamy Manekina PiS; wiem, że chcemy zmierzać do Europy, ale każdy Francuz potwierdzi, że Belgia nie jest najlepszym celem)

(czasem też dodaję, że w "Kingsajzie" był nadszyszkownik, my mamy nadSzydłownika)

pozwolę się wstrzymać z oceną. Po pierwsze, by dać mu czas pokazać, czy faktycznie chcą (przynajmniej próbować) realizować obiecane wyborcze, czy zajmą się politykierstwem. Po drugie dlatego, że obawiam się w państwie, które tak dotkliwie prześladuje politycznie obiektywnych dziennikarzy takich jak Tomasz Lis, próba powiedzenia o niedostatkach rządu skończy się mym aresztowaniem. Albo co gorsza wykreśleniem z listy beneficjentów 500 zł miesięcznie na drugie dziecko.

Powiem tylko, że zgodnie ze swym planem PiS realizuje - jak każda partia, która dorwała się do koryta - program "TKM" (z którego nazwą, że tak przypomnę, szeroką publiczność zapoznał Jarosław Kaczyński), jedynie czyni to z gracją pani posłanki Pawłowicz. Cóż, w opozycji Kaczyński był jakoś bardziej przeciwny temu programowi. Najwyraźniej faktycznie punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

A zmiana tego punktu siedzenia pozwala teraz fantastycznie zestawiać obecnie słowa z byłymi zachowaniami lub byłe słowa z obecnymi zachowaniami zamienionych miejscami chadeckich partii. I pozwala dojść do wniosku, że nadszydłownik Jarosław Kaczyński mówiąc "Nawyk donoszenia na Polskę zagranicą jest w genach niektórych ludzi, najgorszego sortu Polaków" obraża prezydenta Andrzeja Dudę, który w sierpniu br. w Niemczech żalił się, że Polska nie jest państwem prawa. Panie Kaczyński, ja wiem, że to pański podwładny, ale Kodeks Karny (art. 135) uznaje to za przestępstwo zagrożone karą do 3 lat więzienia. A przynajmniej - uznaje to do czasu, aż manekin PiS aktualnie pełniący obowiązki premiera nie uzna tego przepisu za nieaktualny.

11:10, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 października 2015

Partia, na którą zagłosowałem, nie dostała się do Sejmu.

Partia, na którą głosowałem w poprzednich wyborach, też nie dostała się do najbliższego Sejmu.

Partia, na którą głosowałem jeszcze wcześniej, dostała się, ale nie wydaje się być zachwycona swym wynikiem.

Partia, na którą głosowałem jako nastolatek, także nie dostała się do Sejmu.

A mimo to uważam, że należy się cieszyć z tego święta demokracji. Dlatego też, że – bez rozruchów i zamieszek – władzę przejęli reprezentanci znacznej części Polaków, którzy przez ostatnie osiem lat (i przez większość czasu wcześniej) czuli, że tej reprezentacji u władzy nie mieli.

Z tego powodu ludzie ci się radykalizowali w swych poglądach. I im dłużej to ich polityczne wykluczenie by trwało, tym bardziej ta frustracja i radykalizm by rosły. I być może urosłyby za bardzo, przekroczyło granicę, za którą następuje już agresja. Ten wynik rozbroił ten ładunek.

Nie podoba mi się światopogląd nadchodzących władz, ale jak się okazuje podoba się on większości Polaków. Żyjemy w państwie demokratycznym, czym się chlubimy pamiętając dość niedawne czasy, gdy nie byliśmy. Jeżeli więc zgodnie z jego ideą zakładamy, że każdy głos jest równy, to rządzić powinni reprezentanci większości. Jeśli zaś zaś tego nie zakładamy, to nazywamy się Janusz Korwin-Mikke.

I wybrany przez nich rząd naszą wizję idealnej Polski spieprzy nam dokładnie tak samo, jak rząd bez ich reprezentantów spieprzył im ich wizję idealnej Polski.

A wyborcy, którzy przez ostatnie lata kwitli w poczuciu opozycji i słuchali mądrych opowieści o tym, co by ich parlamentarni wybrańcy zrobili, gdyby mieli władzę, będą mieli okazję poczuć się dokładnie tak samo rozczarowani, jak wyborcy każdej innej partii po paru latach jej rządów. A to naprawdę ożywcze uczucie.

A ja osobiście cieszę się z tych wyników także dlatego, że zwiastują długo przeze mnie wyczekiwane zmiany. I to zmiany we wszystkich biorących udział w tych wyborach partiach.

Prawo i Sprawiedliwość po ośmiu latach doszło do władzy. Do pełni władzy, ze swoim prezydentem, większością w Senacie i Sejmie, więc bez moralnie podejrzanych "przystawek". Teraz ta partia, zjednoczona w swym opozycjonizmie przeciwko władzy, będzie musiała sama jako władza swój program wprowadzać w życie. I nagle pojawią się frakcje, które będą walczyć o uznanie ich potrzeb za priorytetowe. A że frakcje te składać się będą z osób, które nieprzejednanie i bezkompromisowo z władzą walczyły, trudno będzie im o kompromis. Skutkiem czego zacznie dochodzić do wewnętrznych walk. Pamiętam lata 90-te, prawicowe rządy zajadłych opozycjonistów i to, jak się kończyły. Przewiduję podobny rozwój sytuacji.

Zwłaszcza, że prezes PiS Jarosław Kaczyński ma 66 lat i - jeżeli kadencja Sejmu będzie pełna - w kolejnych wyborach będzie miał lat 70. Za jego plecami tylko dlatego nie toczyła się jeszcze walka o schedę, że był on główną siłą napędową partii. Teraz jest już prezydent, niebędący nim ani jego bratem, i ma być niebędąca nim premier. Pojawiają się nowi liderzy, którzy za cztery (najdalej za nie więcej niż osiem) lata przejmą po nim partię. A ten okres zmiany liderów odznaczać się będzie także wewnętrznymi walkami. 

Do tego partia, która nie będzie mogła zrealizować wszystkich swych wyborczych obietnic (taki ich urok), zacznie tracić w sondażach. I wtedy zacznie się szukanie winnych, co wzmocni wewnętrzny ferment.

Platforma Obywatelska przez osiem ostatnich lat stała się partią władzy i obrosła koniunkturalistami. Teraz, gdy zmuszona będzie przejść do opozycji, oni odejdą. Tak samo odejdą ci, którym program Platformy nie do końca się podobał, ale bliskość z nią dawała wpływ na umysły rządzących. Dodatkowo po przegranych wyborach zacznie się wewnątrzpartyjne szukanie winnych. O walkach frakcji w PO słychać było już od dawna, teraz się ona nasili, bo przegrana to jest ten moment, gdy atakuje się przywódcę stada, by samemu przejąć władzę.

Jako, że PO jako partia władzy miała w swych szeregach członków o szerokim zakresie światopoglądów, może to doprowadzić do rozpadu PO na dwie partie. Być może zresztą już do tego podziału doszło i posłowie PO, którym nie po drodze będzie z nowymi władzami partii, przeniosą się do .Nowoczesnej. Przypuszczam, że jeżeli w PO władzę przejmie frakcja silniej prokościelna, część bardziej "lewicowych" (w polsko-politycznym znaczeniu tego słowa) przejdzie do .Nowoczesnej; jeżeli zaś przejmie frakcja nie aż tak prokościelna, najbardziej "prawicowi" (j.w.) posłowie odejdą do PiSu.

Tak to dwie główne partie, które zdominowały od dekady scenę polityczną, stoją przed nie lada wyzwaniem, tylko dlatego, że zamieniły się rolami.

Trudno mi smucić się, że w Sejmie nie zobaczę uśmiechniętej twarzy Leszka Millera. Dużo łatwiej już, że nie zobaczę lewicy wcale. Takie jednak jest teraz zdanie wyborców i lewica dużo ugrać w tych wyborach nie mogła. Wypadnięcie z Sejmu może być dla nich impulsem do przebudowy oraz pożegnania Leszka Millera i jego kolegów rodem z PRL-u. Jeżeli już mają być dwa komitety wyborcze odwołujące się do lewicy, to wolę, by jednym z nich byli postkomuniści, a drugim współcześni socjaliści (bo łączenie ich razem pod nazwą "lewica" ma tyle sensu co łączenie razem pod nazwą "prawica" PiS-u i Janusza Korwin-Mikkego). I może ten wynik skłoni do takiego podziału lewicę.

Zwłaszcza, że Polak jest zwykle przeciwko władzy (naleciałość z XIX wieku, gdy kształtowała się współczesna państwowość) i im bardziej nadchodzący rząd będzie starał się wychylić wahadło w prawo, tym bardziej wyborczy lud będzie chciał, by odchyliło się ono w lewo. Zniechęcenie do przyszłych i przeszłych rządów chadeków w porównaniu z ich krytyką przez nieograne twarz może być okazją do dobrego wyniku lewicy w następnych wyborach.

Polskie Stronnictwo Ludowe, sojusznik partii rządzącej od 1945 roku, może znaleźć się poza rządem, bo PiS ich głosów nie potrzebuje. Gdy straci funkcję języczka u wagi, straci wpływ na obsadzenie urzędów (zwłaszcza gdy kadencja rządu bez PSL potrwa na tyle długo, że skończą się kadencje na już obsadzonych stanowiskach), a wtedy straci wyborców. Słyszałem opinie, że chłopi są na PSL wkurzeni. Gdy jeszcze odejdą od nich gminni urzędnicy, PSL może znaleźć się poza kolejnym Sejmem. A ich rolę partii chłopskiej przejmie ktoś inny.

Z drugiej strony, co mnie niepomiernie zdziwiło, PSL jest partią pełną młodych ludzi. Może wystarczy, by odeszły stare, opatrzone twarze, cztery lata w opozycji i frazesów w stylu "Za naszych rządów nigdy do tego nie dopuściliśmy!" i przychylność wyborców powróci.

Janusz Korwin-Mikke, według wyników exit poll, po raz kolejny nie dostał się do Sejmu. JKM ma już 72 lata i być może była to jego ostatnia próba, być może jedynie jedna z ostatnich. Ale za jego plecami na pewno już czai się gromadka chętna przejąć władzę. Takie gromadki zbierały się zawsze, ale nie mogły doczekać się emerytury Korwin-Mikkego, więc albo tworzyły własną nową partię albo wyrzucały Korwina i on tworzył własną nową partię. Tej gromadce może się uda doczekać.

Antysystemowych wyborców w tym roku przejął Kukiz'15, podobnie jak cztery lata temu przejął Palikot, a wcześniej m.in. Lepper. Podobny przewiduję przebieg wydarzeń i teraz - część z nich "wyciągnie" partia rządząca, część stanie się niezależna, część zostanie przy Pawle Kukizie. Poparcie wśród antysystemowych wyborców będzie spadać tym bardziej, im bardziej Kukiz będzie pojawiać się na ekranach jako część owego systemu - i za cztery lata przejmie ich komitet wyborczy, o którym dziś jeszcze nikt nie słyszał.

Partia Razem dostała dotację z budżetu na najbliższych parę lat. Socjaliści wreszcie dostaną trochę cudzych pieniędzy i jeśli dobrze je wydadzą, może za cztery lata to oni tworzyć będą trzon lewicy zjednoczonej bez SLD. Jeżeli wydadzą je źle, słuch o nich zaginie.

Kolejne wybory - raczej za cztery lata, ale niewykluczone, że już za dwa - będą więc odbywać się już w zupełnie innej scenerii politycznej niż ta zabetonowana przez ostatnia dziesięć lat. I to mnie cieszy. Wyniki obecnych wyborów przewidywałem już parę lat temu i już wtedy wiedziałem, że one mnie nie ucieszą.

22:53, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 października 2015

W głośnej sprawie oskarżenia o pedofilię, arcybiskup Wesołowski został przez Sąd Watykański uznany za winnego i skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano dzień przed rozpoczęciem procesu.

Ponieważ wszyscy wkoło kłócą się (dyskusją tego nie nazwę) o imigrantów z północnej Afryki i każdy wie lepiej, pozwolę sobie dla rozładowania atmosfery na żarcik:
- Jak się nazywa Polak, który miał styczność z nielegalnymi imigrantami i widział ich na własne oczy?
- Emigrant.

Nie rozumiem, czemu polscy narodowcy i tzw. "prawicowcy" boją się islamskiej inwazji. Przecież muzułmanie świń nie tykają.

Gdy przez całe lata ksiądz Charamsa powtarzał, że kocha Jezusa, wszyscy wkoło się radowali. A gdy powiedział, że kocha Eduardo, to nagle wszyscy się oburzyli, że jest gejem.

Gdy przez całe lata ksiądz Charamsa powtarzał, że kocha Jezusa, wszyscy wkoło się radowali. A potem się okazało, że to imię jego meksykańskiego asystenta.

Ciekawe, czy duży odsetek gejów wśród księży wynika z tego, że w tym wyłącznie męskim towarzystwie każdy wciąż powtarza, że kocha Jezusa.

(Powyższe trzy akapity nie znaczą, że jestem jakoś zbulwersowany coming out'em ks. Charamsy, czy gejom w kościele. Bawi mnie jedynie powszechne oburzenie z ujawnienia tajemnicy poliszynela, że w Kościele są geje.

Nie oznaczają też, że jestem jakoś przeciwny gejom w Kościele. Nie mój cyrk, nie moje małpy - jako liberał nie mam nic do tego, co robią inny ludzie, póki nie naruszają mej wolności - lub wolności osób trzecich. Jako ten sam liberał uznaję jednak prawo Kościoła do eksmisji ze swego podwórka osób homoseksualnych. Jak już pisałem, po to są organizacje, by w świecie wolności każdy mógł ją sobie na własny sposób ograniczyć. I nikt nikogo pod pistoletem w takiej organizacji (na szczęście) nie trzyma. A że biedny ksiądz Charamsa w wieku 43 lat nagle został bez zawodu? Zdarza się, pogadajcie o tym z górnikami z likwidowanych kopalni czy łódzkimi tkaczkami. On przynajmniej ma chłopaka, któremu może wypłakać się w ramię.)

Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego podtrzymującego karę z art. 196 KK o znieważaniu religijnym, chciałbym przypomnieć wszystkim, że jestem solipsystą[citation needed] i każe użycie fraz "ja jestem", "istnieję" i tym podobnych uwłacza moim wierzeniom religijnym i może być podstawą do wytoczenia przeze mnie sprawy karnej.

07:39, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 września 2015

Nie wiem, jak można mówić, że Bronisław Komorowski odchodzi jako prezydent niespełniony. Przecież przez pięć lat nikt nie ukradł żyrandola.

Nowy prezydent Andrzej Duda rzekł w jednym z wywiadów, że nie ma nic przeciwko zatrudnianiu gejów w Kancelarii Prezydenta, byle nie paradowali półnago po kancelarii. Mam nadzieję, że nie ma też nic przeciwko zatrudnianiu Polaków, byle nie pili wódki od godziny 13-tej i nie kradli samochodów zaparkowanych przed kancelarią.

Radosław "Radek" Sikorski, niedawny marszałek Sejmu RP, poinformował o zakończeniu bieżącej kariery politycznej na Twitterze, amerykańskim portalu służącym do wrzucania selfies, zdjęć kotków i jedzonych posiłków oraz nie dłuższych niż 140 znaków bezwartościowych wypowiedzi.
Jak zwykła mawiać pani Lesława Miller, prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym, jak kończy.

Premiera Kopacz korzystając z wakacji objeżdża Polską pociągami, wdając się w rozmowę z pasażerami. Miałem wątpliwą przyjemność słyszeć fragment dialogu pani premier z wyborcami. "A tych fotoradarów to według was jest za dużo, czy za mało?", spytała podchwytliwie władczyni. "No, czasem za dużo, czasem za mało", odrzekł wyraźnie przestraszony wyborca. Drogie dzieci, już nie musicie pytać dziadków, jak to było w głębokim PRL-u, gdy towarzysz Wiesław jeździł po gospodarstwach i pytał gospodarzy, jak się krowy cielą. Macie to właśnie przed sobą, co tylko potwierdza prawdziwość frazy "Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci" - jej tweens to właśnie przełom rządów Gomułki i Gierka.

Przy okazji słuchania tego dialogu, miałem wątpliwą przyjemność usłyszeć głos premiery. Gdybym miał w podstawówce znienawidzoną nauczycielkę matematyki, fizyki lub chemii, tak właśnie brzmiałby jej głos. Jestem przekonany, że najlepiej wydane przez PiS pieniądze na kampanię wyborczą to wykupienie jak najwięcej czasu antenowego w radiu i puszczanie przemów pani W Piłkę Kopacz, by katować nimi słuchaczy.

Dla odmiany głos pana prezydenta Dudy jest przepełniony manierą mówienia księży i istot księdzopodobnych. Dzięki tej manierze zawsze udaje mi się rozpoznać surfując po falach radiowych Radio Maryja w ciągu pierwszych dwu sekund od przełączenia na tę stację. Tam ową manierę poza księżmi-redaktorami prezentują również zagorzali słuchacze. Głos prezydenta by się nie wyróżniał.

Patrząc na nagłośnienie nadchodzącego referendum, przyznać trzeba, że niezmiennie od zajmowanego stanowiska Bronisław Komorowski podchodzi do swych zajęć z taką samą gorliwością - tak jak wcześniej nie widać było, co robi jako prezydent, tak teraz nie widać go w żaden sposób przemawiającego w kwestii zarządzonego przez siebie referendum. Tak jakby wpierw lekką ręką wydał 100 milionów złotych, by zwiększyć szansę na swą reelekcję, a chwilę potem, gdy plan nie wypalił, stwierdził "A tam, to nie moje 100 milionów" i machnął ręką na sprawę. 

W innym radiu zaś słyszałem, jak dwóch redaktorów zaśmiewała się z idei, by w wyborach startowała Izabella Łukomska-Pyżalska, bo bo jej zdjęcia były w Playboy'u. "Czy Sejm to jest miejsce dla kobiet z dużymi piersiami?", rechotali. Lepiej dla nich niż dla podstarzałych impotentów, jak teraz.

W kwestii głównego tematu tegorocznego sezonu ogórkowego, to rzekłbym, że jeżeli Nowojorska Rada Żydów chce zyskać zawartość mitycznego nazistowskiego Złotego Pociągu, to powinni udowodnić swą matrylinearność względem ówczesnych europejskich Żydów. Na przykład tworząc golema.

22:15, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 maja 2015

O pracy władz UE jestem tak niskiego zdania, a o pracy dostarczycieli kontentu na portalach jeszcze niższej, że gdy przeczytałem na portalu informacyjnym nagłówek "Tusk zwołuje unijny szczyt. "Sytuacja jest dramatyczna!" ", pierwszym moim dopełniającym skojarzeniem było "W bufecie zabrakło krewetek".

Ostatecznie temat okazał się ważny - fala imigrantów napływająca do Unii z południa - ale podjęte decyzje były tak absurdalnie falliczne ("Napływają do nas emigranci z krajów objętych wojną lub rządami islamu, bo chcą wraz z rodzinami żyć bezpiecznie, nie zaś być narażonymi na śmierć od kuli bądź maczety bożej, na gwałty, na głód, na cierpienie? Uszczelnijmy granicę, im mniej ich się tu dostanie, tym dla wszystkich będzie lepiej."), że zacząłem żałować, że się nie zebrali w kwestii krewetek czy krzywizny banana.

Mam umysł schodkowy, więc na to, by zmieszać grafikę przedstawiającą kandydatów "antysystemowych" i "antyantysytemowych" z plakatem "Strażników Galaktyki" wpadłem długo po zapadnięciu ciszy wyborczej. Mam też niewiele wolnego czasu, więc nie wykonałem przeterminowanego kolażu z należytą starannością i podpisem:

Strażnicy Żyrandola: "The world's most unlikely candidates" - liderem grupy został Ajron Men w skórzanej kurtce, znany ze swej tak-obciachowej-że-aż-retro-trendy muzyki, wśród towarzyszy znany jako Pan Gwiazda (ang. Star Lord); towarzyszy mu Marian Niszczyciel - osiłek z mordę zbira, gadający szop Wilk i stowarzyszony z nim wysoki chudzielec, powtarzający wciąż jedną frazę ("HitlerHitler, Hitler"). Do tej ekipy dołącza postać tak tajemnicza, że nikt poza nią samą nie wie nic o jego przeszłości: Yondu Tanajto. Na plakacie zabrakło miejsca dla Ogory, adoptowanej córki imperatora Millerosa.

Tuż przed pierwszą turą wyborów dziennikarz Tomasz Lis głosił w prasie, że "to najważniejsze wybory od ćwierćwiecza!". Może to dlatego partie polityczne wystawiły tak poważnych kandydatów: partia rządząca kandydata, który przed objęciem urzędu prezydenta pełniła w partii rolę trzecioplanową (tak, wiem, był marszałkiem Sejmu; ale poza pełnieniem tej funkcji jego nazwisko nie pojawiało się w mediach); główna partia opozycyjna wystawia kandydata, który rok temu był zupełnie nieznany Polakom; partia koalicyjna wystawia kandydata, który nieznany pozostał i w dniu wyborów; czwarta sondażowo partia wystawia kandydatkę, o której dzień przed nominacją nie słyszał absolutnie nikt. Do tego Palikot w fazie mocno schyłkowej, wielki przedwieczny Korwin-Mikke i gromada amatorów (z których jedyny, który umiał wystąpić przed kamerą, zgarnął 20% głosów zdegustowanych tym wszystkim wyborców). "Najważniejsze wybory od ćwierćwiecza". Nie nam to mów, redaktorze, tylko liderom partii pół roku temu.

Po niesprawiających niespodzianki wynikach pierwszej tury wyborów, w drugiej turze jestem przeciwny obu kandydatom. Obaj bowiem są zdecydowanie zbyt konserwatywni światopoglądowo na mój gust. Co więcej, różnice w poglądach kandydatów wydają się minimalne. Dlatego też postanowiłem zagłosować "przeciw" raczej niż "za". Zdaję sobie doskonale sprawę, że mimo deklaracji apolityczności przy obecnym układzie sił politycznych każdy z kandydatów będzie popierał propozycje swej chadeckiej partii i możliwie mocno zwalczał propozycje konkurencyjnej chadeckiej partii. Platforma Obywatelska jest ciupkę bardziej liberalna obyczajowo niż Prawo i Sprawiedliwość (przy czym są to różnice na takim poziomie jak w zdaniu "Peter Dinklage jest ciupkę lepszym koszykarzem niż Danny DeVito"). Jeżeli ona, jako partia rządząca, postanowi zgłosić liberalną (no, jak na ich uwarunkowania) ustawę, prezydent Duda zgłosi weto, a w wyrównanym Sejmie nie przejdzie ona większością 2/3 głosów. Jeżeli Prawo i Sprawiedliwość dla odmiany zgłosi bardziej konserwującą obyczajowość ustawę, prezydent Komorowski ją zawetuje, a w wyrównanym Sejmie... To jest jedyna różnica, jaką zauważam rozważając podjęcie decyzji.

A gdy już rozumnie wybrałem, kandydat Komorowski pierwszego dnia kampanii warunkowej, odpowiedział na pytanie przechodnia: "Jak żyć na swoim za dwa tysiące złotych?" - uwaga, cytuję! - "Znaleźć inną pracę. Wziąć kredyt, mieć pracę...", po czym przeszedł w dygresję i uciekł. Pan (jeszcze) prezydent Komorowski jest historykiem, to mu o Marii Antoninie Austriaczce nie trzeba chyba przypominać...

Gdy zostało na placu boju już tylko dwu wojów kandydatów, po pierwszej ich debacie prezydenckiej zwolennicy obu kłócili się, który z nich wygrał ową debatę. To, że wygranym mógł być niezdecydowany wyborca, Polska czy demokracja, nie przyszło na myśl nikomu. A tylko Mariusz Max Kolonko stwierdził kto debatę bezapelacyjnie przegrał.

10:23, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 kwietnia 2015

Krótka instrukcja (w trzech punktach będących sylogizmem) dla wyborcy laicko-liberalnego, dlaczego należy mieć dobre zdanie o prezydencie Lechu Kaczyńskim:

1. Gruzini to fajny naród. Miły, lubiący wypić, pogadać i pośpiewać. O Gruzinach bardzo dobrą opinię ma Marcin Meller, autor "Gaumardżos! Opowieści z Gruzji" (ISBN: 978-83-7799-247-0) i były red.nacz. "Playboya". Jako ten ostatni (przez niemal dekadę) jest wręcz sztandarowym przykładem wyborcy laicko-liberalnego, można więc mu zaufać.

2. Gruzini lubią i szanują Lecha Kaczyńskiego.

3. Skoro 1. i 2., to metodą przechodności relacji winniśmy lubić Lecha Kaczyńskiego.

(Poza tym miał na tyle taktu, by umrzeć pod koniec swej prezydentury. Pomyślcie: gdyby to samo uczynił Lech Wałęsa, ilu jego gaf i idiotyzmów by się dało uniknąć...)

Niezbyt rozumiem zachowanie Antka Macierewicza. Ogłasza, że chce międzynarodowej komisji w sprawie tragicznego lotu do Smoleńska - a wszystkie ustalenia rosyjskiej, acz międzypaństwowej, komisji Anodiny odrzuca na pniu.

#wybory2015 Zazdroszczę odwagi konkurentom Pawła "Ajron Mena" Kukiza w wyborach. Wszak on "noże w rękach ma, pozabija wszystkich mówię wam". Ja bym się bał rywalizować.

#wybory2015 Głosy górali Paweł Kukiz zdobył już dwie dekady temu, w 1995 roku.

#wybory2015 Przypominam, że tylko jeden z kandydatów przetłumaczył "Jabberwocky" Lewisa Carrolla.

#wybory2015 PiSowcom zwracam uwagę, że słowa o tym, że "Bronisław Komorowski nie jest kandydatem obywatelskim, tylko kandydatem Platformy Obywatelskiej" mogą do nich wrócić zdaniem o tym, że "Andrzej Duda nie jest kandydatem prawym i sprawiedliwym, tylko kandydatem Prawa i Sprawiedliwości".

#wybory2015 Dokonania Bronisława Komorowskiego w ciągu 5-letniej kadencji: 1. Zgolił wąsa. Niby niewiele, ale nadal więcej niż Lech Wałęsa.

#wybory2015 Marian Kowalski żartuje, że Polakom można wmówić, że Anna Grodzka to piękna kobieta. Z taką mordą jak kartofel to bym uważał z takimi żartami, przystojniaczku.

#wybory2015 O prężności młodzieżówki Kongresu Nowej Prawicy najlepiej świadczy to, że w krótkim czasie zebrali 145 tysięcy podpisów poparcia dla kandydata, o którym przed wyznaczeniem go na delegata partii słyszało tylko czworo innych nowoprawicowców. Normalnie Gruppenführer Wolff z "Klossa".

#wybory2015 Magdalena Ogórek w czasie kampanii się z kimś spotkała i powiedziała mu, że warto rozmawiać. Znaleźć jej jeszcze jakiś ładny żyrandol i będzie idealna na prezydenta.

16:27, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA